Pozostaje więc teraz czekać na drugą część Burial at Sea, w której przyjdzie nam sterować Elizabeth. Może tam dostaniemy coś, co na powrót obudzi fascynację Bioshockiem. Bo chyba tego najbardziej brakuje temu DLC. Uczucia obcowania z czymś nowym, nieznanym, tak jak kiedy pierwszy raz wpływaliśmy do Rapture albo przekraczaliśmy bramy Columbii. Tego Irrational Games nauczyło nas wymagać. To, że ustawili sobie poprzeczkę tak wysoko, jest teraz już ich problemem.
Jeśli to nie jest sukces, to już nie wiem co jest sukcesem. Wiadomości prasowe towarzyszące premierom kolejnych części serii Call of Duty często zastanawiają się nad dysonansem pomiędzy ilością sprzedanych egzemplarzy a wszechobecną w internecie krytyką ze strony graczy, wytykającą powtarzalność, schematyczność, odcinanie kuponów, odgrzewanie kotletów i tym podobne.

Call of Duty: Ghosts dokładnie wie, do jakiej grupy docelowej jest skierowany i robi wszystko, żeby zaspokoić oczekiwania tych osób, którym podobały się poprzednie części. Gra jest znajomym terenem, komfortowym powrotem do znanych rozwiązań ze wszystkimi tego zaletami i wadami.

Moje wrażenia z kampanii dla jednego gracza diametralnie zmieniły się ze zniechęcenia i sceptycyzmu (co pokazuje nasza Kontra), aż do lekkiego zachwytu, tym jaki cel udało osiągnąć się ludziom z Infinity Ward (o czym szerzej przeczytacie tutaj). Odbiór historii i rozgrywki w tej części gry zależy z jakim nastawieniem do niej podejdziemy. Można się przyczepić do wielu rzeczy – od bzdurnej czasem fabuły, przez monotonię, aż po starzejący się dość mocno silnik graficzny – ale jeżeli zawierzymy autorom, że chcieli nam zaserwować interaktywny film akcji (umówmy się, raczej klasy B) z naszym w jego spektakularności udziałem, to czeka nas kilka godzin niezłej zabawy.

- Chwileczkę, Bren… – Lars ziewnął – …dan. Ona nale­ży do mnie, lubieżny barytonie.
Chichot Brendana rezonował dziwacznie, odbity od sztucznej przepony.
- Wyśpij się dobrze, Larsie Dahl W półśnie nie jesteś dla mnie godnym przeciwnikiem.
Killashandra ziewnęła również, mocniej wciskając ramio­na w uchwyty i opierając głowę o miękki brzeg zbiornika. Nie zdążyła się zorientować, kto zasnął pierwszy.
Rozdział II
- Dziurawa jak ser – oświadczył zdegustowany Lars. Killashandra milczała. Wolała nie wyrażać swojej opinii ani o planecie Opal, ani o Lanzeckim, który sprytnie wyzyskał ich chciwość i potrzebę opusz­czenia Ballybranu. Przed wybuchem powstrzymywała ją jedynie myśl o osiemdziesięciu tysiącach.
No, może nie tylko. Nie chciała również stracić szacunku w oczach Brendana, który okazał się prawdziwie nieocenio­nym towarzyszem. Nie dość, że śpiewał miłym barytonem, to jeszcze miał zawrotny repertuar, obejmujący w równym stopniu sprośne przyśpiewki co nabożne hymny i liryczne ballady. Nie był aż tak wielkim miłośnikiem opery jak Killashandra, znał jednak liczne operetki komiczne, musi­cale, chwytliwe melodyjki, popularne rytmy i piosenki sentymentalne, wreszcie przeboje każdej dekady od czasów, gdy zaczęto nagrywać muzykę na taśmę. Do tego miał imponujący zbiór utworów muzyki katolickiej.
- Rozumiecie, Boira jest mezzosopranem, a ponieważ ja dysponuję tylko jednym głosem…
- A śpiewający statek, ta… jak jej tam…
- Helva? Dalej gdzieś lata, nikt jednak nie wie gdzie. Wyznaczono nagrodę za wskazanie jej namiarów, ale wyłącz­nie blagierzy potrafią o niej coś opowiedzieć – zaśmiał się.
- Czy to prawda, że potrafiła śpiewać każdym głosem?
- Tak chce legenda – odparł Brendan z rozbawieniem. -To zresztą możliwe.

- Co ojciec robi?
- Dwadzie?cia minut, komendancie. To wszystko, co panu daj?. – Potem odszed?.
Kiedy alfa romeo komendanta przedziera?a si? przez Watykan, nie jecha?a za ni? tym razem kawalkada nieoznakowanych samochodw. Na tylnym siedzeniu Vittoria zawija?a Langdonowi r?k? banda?em znalezionym w samochodowej apteczce.
Olivetti patrzy? prosto przed siebie.
- No, dobrze, panie Langdon. Dok?d jedziemy?
88
Nawet z syren? i migaj?cym ?wiat?em samochd Olivettiego nie zwraca? na siebie uwagi, gdy p?dzili przez most prosto ku sercu starego Rzymu. Wszyscy inni jechali w przeciwnym kierunku, do Watykanu, tak jakby sta? si? on nagle miejscem najlepszej rozrywki w Wiecznym Mie?cie.
Langdon siedzia? na tylnym siedzeniu, a przez g?ow? przemyka?y mu niezliczone pytania. Zastanawia? si? nad zabjc?, nad tym, czy tym razem go z?api?, czy zdradzi im informacje, ktrych potrzebuj?, czy mo?e jest ju? za p?no. Ile czasu zosta?o do chwili, gdy kamerling powie ludziom zgromadzonym na placu, ?e grozi im niebezpiecze?stwo? Nadal te? dr?czy? go incydent w archiwum. Pomy?ka.
Olivetti wcale nie u?ywa? hamulcw, przemykaj?c si? wyj?c? alf? romeo w kierunku ko?cio?a Santa Maria della Vittoria. W innej sytuacji Langdon kurczy?by si? ze strachu, ale dzi? by?o mu to oboj?tne. Tylko pulsuj?cy bl w d?oni przypomina? mu, gdzie si? znajduje.
Nad ich g?owami j?cza?a syrena. Nie ma to, jak powiadomi? go, ?e nadje?d?amy, pomy?la? Langdon. Jednak dzi?ki temu jechali z niewiarygodn? szybko?ci?. Przypuszcza?, ?e Olivetti wy??czy sygna?, gdy znajd? si? bli?ej.
Maj?c teraz chwil? na zastanowienie, Langdon ze zdumieniem rozwa?a? informacj? o otruciu papie?a, ktra w ko?cu dotar?a do jego ?wiadomo?ci. Wydawa?o si? to nie do poj?cia, ale jednocze?nie logiczne. W ko?cu podstaw? dzia?alno?ci iluminatw zawsze by?a infiltracja – zmiana w?adzy od ?rodka. Ponadto zdarza?y si? ju? morderstwa papie?y. Kr??y?o wiele pog?osek o zdradzie w ?onie Watykanu, chocia? bez autopsji trudno je by?o potwierdzi?.

Archives

Bookmarks